Ogród przyjazny dla klimatu

Wielu praktyków miejskiego ogrodnictwa przywiązuje dużą wagę do idei takich jak zrównoważenie ekologiczne, redukcja odpadów (zero waste) czy wspieranie symbiotycznych relacji w ogrodzie. Ale czym właściwie jest ekologiczny ogród w epoce przyspieszających zmian klimatu? Czy jesteśmy w stanie wpłynąć na procesy kształtujące ziemski klimat uprawiając ziemię w mieście w sposób odpowiedzialny? I wreszcie – czy działania te sprowadzają się jedynie do zmniejszania śladu ekologicznego rozumianego jako szkodliwy wpływ na biosferę? A może warto wyznaczyć sobie cel ambitniejszy niż ograniczanie szkód?

W tym tekście zamierzam przedstawić propozycję takiego zorganizowania procesów zachodzących w ogrodzie, które pozwolą zmienić ślad ekologiczny, a w szczególności nasz wpływ na system klimatyczny Ziemi, ze źródła zmartwień i wyrzutów sumienia w coś pozytywnego – być może nawet powód do dumy. Naśladując procesy ekologiczne można odciążyć klimat Ziemi z nadmiaru dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, a przy tym cieszyć się dużymi plonami. Zanim jednak przedstawię kilka aspektów ogrodnictwa przyjaznego dla klimatu i dla biosfery, proponuję przyjrzeć się niektórym zależnościom między gazami cieplarnianymi, klimatem a ekosystemami.

Ciężar węgla

 

Roczna emisja dwutlenku węgla wskutek spalania paliw kopalnych, produkcji cementu i zmiany sposobu użytkowania ziemi sięgnęła w 2019 roku ponad 40 gigaton, czyli 4 bilionów kilogramów. To tyle ile ważyłoby 400 milionów płetwali błękitnych, największych zwierząt na Ziemi (oczywiście pod warunkiem, że ocean pomieściłby taką ich liczbę). Jak widać próby ujęcia tej abstrakcyjnie dużej liczby w coś wyobrażalnego dla ludzkiego umysłu są skazane na niepowodzenie. Źródłem problemu jest to, że znaczna część wyemitowanego CO2 pozostaje w atmosferze powodując efekt cieplarniany i rozmaite zaburzenia systemu klimatycznego. Kluczową rolę w opóźnianiu i łagodzeniu zmian klimatu odgrywają tak zwane pochłaniacze dwutlenku węgla (carbon sinks): systemy, które wiążą więcej CO2 niż go emitują. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, nie są to zbudowane dzięki inwencji człowieka maszyny wychwytujące rozproszony dwutlenek węgla z atmosfery (tego typu urządzenia są dopiero w fazie prototypu), lecz istniejące od milionów lat ekosystemy: gleba oraz oceany. Szacuje się, że w 2019 roku pochłonęły one odpowiednio 33% i 22% rocznych emisji dwutlenku węgla (pozostałe 45% pozostało w atmosferze).

Globalny budżet węglowy od 1959 do 2019 roku. Źródło: Carbon Brief

Rośliny wraz z całym ekosystemem glebowym uczestniczą w cyklu obiegu węgla umożliwiającym wiązanie dwutlenku węgla z atmosfery i przechowywanie go w glebie w postaci materii organicznej. Kluczową rolę w procesie wiązania CO2 przez rośliny i glebę odgrywają fotosynteza (produkcja węglowodanów z dwutlenku węgla i wody przy pomocy energii słonecznej) oraz mikroorganizmy żyjące w symbiotycznym związku z korzeniami roślin.

Dlaczego rola ekosystemów jest tak istotna dla łagodzenia zmian klimatu? Czy rezygnacja z paliw kopalnych i przejście na odnawialne źródła energii nie wystarczą, by rozwiązać problem globalnego ocieplenia? W środowisku naukowym coraz częściej pojawiają się głosy, że nawet najbardziej agresywna polityka zmniejszenia rocznych emisji CO2 to za mało, by powstrzymać katastroficzne zmiany klimatu. Konieczne jest obniżenie całkowitej ilości dwutlenku węgla wpompowanego do atmosfery od czasów rewolucji przemysłowej. Można tu sięgnąć po analogię do leczenia otyłości: jeśli chcemy odzyskać zdrowie nie wystarczy wolniej przybierać na wadze – musimy zrzucić nadmiar kilogramów. Nawet gdyby od przyszłego roku emisje zmalały do 0 (co nie jest realistycznym scenariuszem), utrzymanie obecnego poziomu dwutlenku węgla w atmosferze, tj. 411 ppm w porównaniu do 280 ppm przed nastaniem ery przemysłowej, oznacza destabilizację ziemskiego klimatu przez kolejne dziesięciolecia, a być może stulecia. Powodem tego jest bezwładność systemu klimatycznego ziemi stabilizowanego przez pochłaniające ciepło oceany oraz fakt, że procesy wyzwolone przez globalne ocieplenie, między innymi topnienie lodowców, będą miały skutki wykraczające poza horyzont życia człowieka.

Odpowiedź na zmiany klimatu musi uwzględniać złożoność tego zjawiska. W kontekście użytkowania ziemi ważne jest to, by godzić cel stabilizacji klimatu z koniecznością zapewnienia żywności dla wciąż rosnącej liczby ludzi i ochrony ekosystemów, które są skarbcami bioróżnorodności.

Przede wszystkim nie szkodzić

 

Ogrodnictwo przyjazne dla klimatu nie musi oznaczać wielkich wyrzeczeń ani zmniejszenia plonów. Przeciwnie, każdy ogrodnik może uprawiać ziemię w taki sposób, by mieć swój udział w cofaniu zegara klimatycznej katastrofy, a przy tym produkować zdrową żywność i cieszyć się pięknem naturalnego, kipiącego życiem ogrodu.

Rezygnacja ze stosowania syntetycznych pestycydów (preparatów zwalczających owady), herbicydów (środków chwastobójczych) i fungicydów (środków grzybobójczych) oraz nawozów mineralnych uważana jest, całkiem słusznie, za pierwszy krok w stronę ekologicznej uprawy ziemi. Produkcja i transport tych środków pochłania energię pochodzącą niemal w całości z paliw kopalnych, których spalanie jest głównym źródłem antropogenicznego dwutlenku węgla. Na tym jednak nie kończy ich wpływ na klimat. Jedną z konsekwencji stosowania nadmiernej ilości nawozów azotowych w rolnictwie jest eutrofizacja zbiorników i cieków wodnych. Wymyte przez deszcz nawozy spływają rzekami do morza, powodując zakwit glonów w oceanach, co prowadzi do ograniczenia dostępu tlenu i wymierania innych organizmów morskich, a także emisji gazów cieplarnianych, w tym podtlenku azotu. Wątek wpływu biocydów oraz nawozów sztucznych na ekologię gleby rozwinę w stosownym miejscu.

Znakomitą alternatywą dla nawozów sztucznych jest kompost pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego (więcej informacji o kompostowaniu znaleźć można w oddzielnym artykule opublikowanym na naszej stronie, naturalne źródło węgla, azotu, potasu i innych składników odżywczych, od których zależy wzrost i zdrowie roślin. Produkcja i użycie kompostu, o ile odbywa się lokalnie, nie powoduje dodatkowej emisji gazów cieplarnianych. Wykorzystanie resztek roślin i zwierzęcych odchodów jako nawozu jest naśladowaniem procesów zachodzących w naturalnych ekosystemach takich jak lasy czy łąki, w których – dzięki niestrudzonym wysiłkom mikroorganizmów glebowych – materia organiczna podlega nieustannym transformacjom.

 

Energia mięśni, potęga wyobraźni

 

Kolejnym sposobem poprawienia bilansu węglowego w ogrodzie jest zmniejszenie użycia maszyn zasilanych paliwami płynnymi lub energią elektryczną (w Polsce wciąż produkowaną głównie z węgla), takich jak kosiarki czy piły łańcuchowe. Warto przy tej okazji rozważyć kwestię wydajności ludzkich mięśni rozumianą, w uproszczeniu, jako stosunek ilości wykonanej pracy do zużytej energii. Szacuje się, że mięśnie osiągają wydajność od 20 do 30%, a więc porównywalną z wydajnością silnika spalinowego. Jednak w odróżnieniu od energii paliw kopalnych ludzka energia, pod warunkiem, że pochodzi z żywności produkowanej w zrównoważony sposób, jest energią odnawialną i neutralną klimatycznie. Człowiek jest zarazem źródłem, jak i magazynem energii, a powoływanie do życia i opieka nad ludźmi nie tylko nie wymaga użycia paliw kopalnych ani trudno dostępnych minerałów, w odróżnieniu od produkcji i konserwacji paneli słonecznych czy turbin wiatrowych, a ponadto może być źródłem satysfakcji (i przyjemności). Szacuje się, że człowiek jest w stanie wygenerować tyle energii co 1 m2 paneli fotowoltaicznych w słoneczny dzień i równowartość 10 m2 paneli w dzień pochmurny. W małym ogrodzie dobrej jakości narzędzia ręczne są wystarczającą pomocą w przypadku większości prac.

Warto też wziąć pod uwagę ilość energii użytej do produkcji materiałów używanych w ogrodzie do budowy grządek i obiektów małej architektury. Produkcja metalu czy plastiku pochłania znaczne ilości energii. W większości przypadków można zastąpić je surowcami odnawialnymi, spośród których najbardziej wszechstronnym od niepamiętnych czasów pozostaje drewno. Nie postuluję tutaj wyeliminowania z ogrodu wszelkich maszyn czy innych produktów przemysłu; nie byłoby to zalecenie realistyczne ani rozsądne. Zanim jednak sięgniemy po ciężki sprzęt, plastik czy metal warto zadać sobie pytanie o bilans energetyczny i węglowy całego przedsięwzięcia. W przypadku wielu prac ziemnych czy hydrologicznych może się okazać, że taka inwestycja ma ekologiczny sens, o ile przyszłe korzyści (oszczędność wody, wyższe plony) przeważają nad kosztami.

O ponownym użyciu starych materiałów i niechcianych przedmiotów w ogrodzie napisano już bardzo wiele, nie będę więc powielał tego, co dostępne jest na niezliczonych stronach internetowych. Niemal wszystko może stać się tworzywem w rękach zdeterminowanego ogrodnika: zużyte palety przeobrażają się w podwyższone grządki, a stary silos w wymyślną altankę. Jedynymi ograniczeniami w przetwarzaniu obiektów uznanych za śmieci jest ich dostępność, nasza wyobraźnia i czas. Każdy taki twórczy akt oznacza mniej zasobów zużytych do wyprodukowania i transportu rzeczy nowych; jednocześnie oszczędzamy pieniądze, surowce, energię. A ile warta jest radość płynąca z transformacji pogardzanych śmieci w coś wartościowego? Warto zaglądać do altan śmietnikowych i na place budowy w poszukiwaniu skarbów; mnóstwo użytecznych przedmiotów czeka tam na drugie życie. Pomocą w takich poszukiwania jest też grupa OSMO(Otwarty Skład Materiałów Ogrodniczych) na Facebooku.

Podziemna alchemia

 

Jeden z kluczowych elementów cyklu obiegu węgla w przyrodzie – gleba – jest zarazem podstawą ogrodnictwa. Zawartość węgla w glebie jest dwu- a być może nawet trzykrotnie wyższa niż ilość węgla rozproszonego w atmosferze w postaci CO2. Każdy organizm glebowy jest rezerwuarem węgla. Ekosystemy glebowe należą do najbardziej zróżnicowanych na Ziemi i obejmują około 25% wszystkich gatunków na naszej planecie. W jednym gramie żyznej gleby może żyć ponad miliard organizmów, w tym aż dziesięć tysięcy różnych gatunków bakterii i grzybów. Szacuje się, że przy obecnym poziomie emisji zwiększenie ilości organicznego węgla w glebie o zaledwie 0,4% rocznie powstrzymałoby wzrost stężenia CO2 w atmosferze. Najprostszą drogą do tego celu jest poprawa żyzności gleby dzięki zastąpienie modelu rolnictwa przemysłowego podejściem holistycznym.

Gleba jest integralnym elementem ekosystemu zapewniającego roślinom niezbędne składniki odżywcze. Ilustracja przedstawia wykę ptasią. Bakterie żyjące w brodawkach korzeniowych tej rośliny (i innych roślin motylkowych) wiążą azot atmosferyczny w glebie.

Ilustracja: Joanna Gwarek

Humus, czyli żyzna warstwa gleby, jest niesamowitym królestwem zamieszkiwanym przez różnorodną społeczność dżdżownic, stawonogów, nicieni, pierwotniaków, bakterii i grzybów. Podstawą równowagi biologicznej gleby jest współpraca między roślinami a grzybami i bakteriami, które dostarczają roślinom niezbędnych składników odżywczych, w tym azotu i fosforu,  poprzez ryzosferę – miejsce, w którym korzenie stykają się z glebą. Delikatna sieć powiązań między organizmami glebowymi i roślinami jest niszczona przez pestycydy i inne toksyczne substancje wprowadzane do środowiska. Ostatnie badania naukowe pokazują, że uważany niegdyś za bezpieczny i do dziś powszechnie stosowany glifosat (Roundup) zabija niektóre gatunki grzybów i bakterii żyjących w glebie. Zgubne skutki niesie także rutynowe stosowanie nawozów mineralnych, które można porównać do żywienia roślin kroplówką. Nadmierne nawożenie podkopuje symbiotyczne relacje między glebowym mikrobiomem a roślinami. Gdy bakterie przestają otrzymywać węglowodany od roślin, glebowy mikrobiom z czasem słabnie i obumiera. Sprzyja temu również głęboka orka, narażająca glebę na wymywanie składników pokarmowych podczas opadów i przemarzanie zimą. Konsekwencją stosowania tych praktyk, a na nich opiera się rolnictwo przemysłowe obecnie, jest zaburzenie procesów utrzymujących ekosystem gleby w równowadze. Zatruta i przenawożona gleba jałowieje; materia organiczna ulega stopniowemu rozkładowi, stając się źródłem dwutlenku węgla i akceleratorem globalnego ocieplenia.

 

Żywy nawóz

 

Jak zatem zapewnić roślinom pożywienie niezbędne dla ich zdrowia i wzrostu nie naruszając złożonego ekosystemu gleby? Zamiast korzystać z nawozów syntetycznych lepiej wczesną jesienią, po ostatnich zbiorach, zastosować tak zwany nawóz zielony, czyli wysiać rośliny, których zadaniem jest użyźnienie gleby. Jest wiele gatunków roślin, które mogą pełnić tę funkcję. Tutaj skupię się na roślinach motylkowych, takich jak koniczyna, lucerna, groch, łubin czy wyka, które, zastosowane w odpowiedni sposób, radykalnie poprawiają właściwości fizyczne, chemiczne i biologiczne gleby. Bakterie żyjące w brodawkowych naroślach na korzeniach roślin motylkowych wiążą azot pochodzący z powietrza, którym oddychamy, poprawiając tym samym żyzność gleby. Azot, jako składnik białek niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania każdego organizmu, jest obok węgla podstawą życia. Ale biologiczna rola roślin motylkowych nie kończy się na wzbogacaniu gleby związkami azotu; w czasie wzrostu i rozkładu uwalniają one także kwasy organiczne, aminokwasy, cukry, witaminy i śluz roślinny. Związek między roślinami, mikroorganizmami, strukturą gleby i żyznością jest wielokierunkowy. Żyzna, ciemna, grudkowata gleba wiąże się z większą zdolnością zatrzymywania wody, która jest niezbędna zarówno dla roślin, jak i organizmów glebowych. Organizmy te biorą udział w rozkładzie materii roślinnej, a produkty ich metabolizmu zwiększają lepkość mineralnych składników gleby i stanowią pożywienie dla roślin. Rośliny dostarczają węglowodanów organizmom glebowym, te z kolei poprawiają strukturę gleby, jej żyzność i tak dalej, w nieskończoność.

Aby w pełni skorzystać z mocy roślin motylkowych stosowanych jako poplon należy ściąć je tuż przed zakwitnięciem, aby jak najwięcej cennych składników odżywczych pozostało pod ziemią, w korzeniach, ale też w liściach i łodygach. Ale to nie koniec korzyści: resztki roślin pozostawione na grządce tworzą kobierzec, który chroni ziemię przed nadmiernym przemarzaniem i erozją, a przy tym ogranicza wzrost chwastów. Podobny rezultat daje warstwa ściółki z liści okolicznych drzew, wysuszonej trawy lub innych resztek roślinnych bogatych w azot i węgiel.

Dla świadomego ogrodnika gleba nie jest martwym podłożem, na którym wyrastają rośliny. Przeciwnie, to żywy, niezwykle skomplikowany organizm. Jego częścią są rośliny stanowiące łącznik między słońcem (źródłem energii), powietrzem (źródłem surowców, w szczególności węgla i azotu) a znajdującą się pod naszymi stopami biochemiczną przetwórnią, która przypomina ludzką gospodarkę; są tam producenci, pośrednicy i konsumenci, sieci komunikacyjne, transportowe i magazyny żywności. Zdrowa, sprawnie działająca podziemna gospodarka jest warunkiem obfitych plonów.

 

Leśne ogrody, ogrodowe łąki

 

Ogrody, w których jest wystarczająco dużo wolnej powierzchni, mogą stać się pochłaniaczami dwutlenku węgla, jeśli zasadzimy w nich roślin wieloletnie, a w szczególności drzewa. Wszystkie rośliny pochłaniają dwutlenek węgla, jednak drzewa i krzewy, ze względu na swój rozmiar, wysoką zawartość trwałej materii organicznej (celulozy) oraz długowieczność przechowują więcej węgla niż inne rośliny przez dłuższy okres czasu. Jedno średniej wielkości drzewo rosnące w strefie umiarkowanej może pochłonąć od kilku do kilkunastu kilogramów CO2 rocznie, w zależności od wieku i gatunku. Węgiel wyciągnięty z atmosfery pozostaje wbudowany w tkanki drzewa; dopóki tam pozostaje, nie przyczynia się do efektu cieplarnianego. Kluczowe znaczenie ma jednak to, co stanie się z drzewem, gdy jego życie dobiegnie końca. Jeśli pozwolimy na jego naturalny rozkład, większość zawartych w nim związków węgla zostanie rozłożona przez mikroorganizmy i trafi z powrotem do atmosfery w postaci CO2. Spalenie drewna oznaczałoby jeszcze szybsze uwolnienie do atmosfery zgromadzonego w nim węgla. Jeśli jednak użyjemy ściętego drzewa na przykład do zbudowania ogrodowej ławki i dobrze zabezpieczymy ją przed wilgocią, komórki drewna będą przechowywać węgiel przez kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat. W tym czasie nowe drzewo posadzone w miejscu wycinki może kontynuować pochłanianie gazów cieplarnianych. Rośliny wieloletnie są podstawą ogrodu leśnego, czyli zaprojektowanego w taki sposób, by odwzorowywał wielowarstwową strukturę lasu. Dzięki piętrowemu układowi starannie dobranych roślin ilość plonów może być znacznie większa niż w tradycyjnym ogródku złożonym z monokulturowych grządek. Wszystko to jest możliwe bez konieczności corocznego siania i sadzenia i wielu innych pracochłonnych zabiegów ogrodniczych, których wymagają rośliny jednoroczne.

Ogród leśny w Kalifornii. Zdjęcie: Justin Leonard, Flickr

W rekreacyjnej części ogrodu warto zrezygnować z krótko przystrzyżonej trawy na rzecz ekosystemów przypominających naturalne łąki. Utrzymywanie trawników nie tylko wymaga czasu i pieniędzy, ale też pociąga za sobą zużycie paliw kopalnych, wody wodociągowej i nawozów; korzystanie z wszystkich tych zasobów wiąże się nieuchronnie z emisją gazów cieplarnianych: paliwa trzeba wydobyć i spalić, wodę uzdatnić i doprowadzić, produkcja nawozów wymaga energii, a ich rozkład może wiązać się z emisją gazów cieplarnianych. Świetną alternatywą dla energochłonnych trawiastych monokultur jest łąka, zapewniająca bioróżnorodność na różnych poziomach troficznych (czyli w grupach organizmów pełniących podobną rolę w łańcuchu pokarmowym). Łąki kwietne, szczególnie skomponowane z roślin wieloletnich, nie wymagają intensywnej opieki, podlewania ani nawożenia; wystarczy kosić je wysoko raz lub dwa razy w roku. Ściółka pozostawiona na powierzchni gleby będzie pokarmem dla mikroorganizmów, a także ograniczy parowanie wody.

Antropogeniczny skarb

 

Sposobów na ekologiczną uprawę ziemi nie trzeba szukać daleko; kryją się w każdym z nas. Dorosła osoba wytwarza rocznie około 500 kilogramów organicznego nawozu pełnego węgla, azotu i fosforu. Nazywamy ten nawóz fekaliami i zwykle usuwamy z pola widzenia, gdy tylko się w nim pojawi. Tymczasem obecna gospodarka „nieczystościami” nie tylko wymaga użycia ogromnej ilości energii i wody, ale też wiąże się z emisją gazów cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla (w przypadku spalania osadów ściekowych) i metanu (gdy odchody ulegają fermentacji beztlenowej). Koprofobia, czyli lęk i tabu otaczające antropogeniczne produkty przemiany materii, jest głównym powodem tego niewyobrażalnego marnotrawstwa. U jej źródeł leży uzasadniona obawa przed rozprzestrzenianiem się patogenów zawartych w ludzkim kale. Upowszechnienie kanalizacji było olbrzymim postępem w sytuacji, w której szybko rozrastające się XIX-wieczne miasta zaczynały dosłownie tonąć w ściekach. Czy możliwe jest zamknięcie obiegu materii organicznej, w której uczestniczy człowiek i jego układ pokarmowy, w taki sposób, by uniknąć ryzyka rozprzestrzeniania chorób wywoływanych przez mieszkające w ludzkich odchodach bakterie i wirusy? Okazuje się, że istnieją kraje, w którym ludzkie odchody traktowane są w sposób, na jaki zasługują – jako cenny zasób. Jednym z nich jest Haiti. Organizacja SOIL (Sustainable Organic Integrated Livelihoods) rozwinęła tam system oparty na ulokowanych w kilku miastach 1000 suchych toalet, w których frakcja stała i ciekła trafia do osobnych pojemników. Szczelnie zamknięte kubły z mieszaniną ludzkiego obornika i łupin orzeszków ziemnych lub odpadów z produkcji trzciny cukrowej są regularnie odbierane, transportowane na specjalne pryzmy kompostowe, gdzie zmieniają się w bezpieczny i tani nawóz, chętnie kupowany przez haitańskich rolników i ogrodników. Oddzielenie odchodów stałych i moczu pozwala zmniejszyć objętość odbieranego materiału, a bogate w węgiel suche części roślin, takie jak wspomniane wyżej łupiny, ale też rozdrobnione liście, karton, trociny, zrębki, pochłaniają zapachy i sprzyjają korzystnej fermentacji tlenowej. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia proces kompostowania odbywa się przez ponad 7 dni w temperaturze powyżej 50 stopni. Dzięki temu patogeny – bakterie, wirusy i pasożyty – giną, przeżywają natomiast bardziej odporne na wysokie temperatury bakterie odpowiedzialne za rozkład materii organicznej. Kolejną linią obrony przed zarazkami jest leżakowanie kompostu na pryzmach przez 6 do 9 miesięcy. Skompostowane w ten sposób odchody są całkowicie bezpieczne, ale osoby szczególnie ostrożne lub z innego powodu niechętne pomysłowi nawożenia nimi np. warzyw korzeniowych, mogą stosować je tylko wokół drzew czy krzewów owocowych oraz roślin ozdobnych, by mieć uniknąć bezpośredniego kontaktu między nawozem ludzkiego pochodzenia a tym, co trafia na talerz. Kompendium wiedzy na temat metod kompostowania ludzkich odchodów (humanure) jest wydana po raz pierwszy w 1995 roku książka Josepha Jenkinsa pt. „Humanure Handbook”, której trzecia edycja jest dostępna bezpłatnie w wersji elektronicznej.

Przed zbudowaniem własnej toalety kompostowej warto wziąć pod uwagę możliwe konsekwencje zdrowotne i prawne kompostowania odchodów. Kodeks wykroczeń poucza, że wylewanie nieczystości ciekłych pochodzących z terenu nieruchomości jest karane naganą lub grzywną do 500 zł. Z pewnością konieczne jest odpowiednie zabezpieczenie kompostowanych odchodów przed przesiąkaniem do rzek, jezior oraz wód podziemnych. Kwestia ta jest niezwykle ważna, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że grunt, na którym zamierzamy postawić toaletę kompostową, nie jest odizolowany od pokładów wodonośnych warstwą nieprzepuszczalnych skał. Ponadto w 2015 roku weszło w życie rozporządzenie, w myśl którego osady ściekowe (czyli pozostałości po oczyszczonych ściekach) mogą być stosowane na gruntach rolniczych tylko pod warunkiem, że spełniają ostre kryteria sanitarne. Jak widać żaden z tych przepisów nie odnosi się wprost do korzystania z przekompostowanego nawozu pochodzenia ludzkiego; niemniej, zanim zdecydujemy się na ten radykalny krok w stronę zamknięcia cyklu obiegu materii w ogrodzie, powinniśmy upewnić się, że nie stwarzamy zagrożenia sanitarnego dla siebie lub swoich sąsiadów. Mniej kontrowersji wzbudza użycie moczu – naturalnego nawozu bogatego w azot, fosfor, potas i mikroelementy w formie łatwo przyswajalnej dla roślin –  do wzbogacania gleby. Mocz jest nietoksyczny i sterylny – nie zawiera bakterii ani wirusów. Należy jedynie pamiętać, by przed zasileniem roślin złocistym płynem własnej produkcji rozcieńczyć go wodą w proporcji 1:10-15 i unikać polewania liści. 

Czarna ziemia z amazońskiej dżungli

 

Rdzenni mieszkańcy Ameryki Łacińskiej już dwa i pół tysiąca lat temu stosowali niezwykle skuteczną metodę użyźniania gleby. Dziś te starożytne praktyki ponownie budzą zainteresowanie ze względu na ich potencjał w łagodzeniu zmian klimatu i dobroczynny wpływ na glebę. Odkryte w głębi Amazonii pokłady żyznej ziemi zwanej terra preta (co w języku portugalskim znaczy „czarna ziemia”) są złożone z mieszaniny węgla drzewnego, kości, kawałków ceramiki, kompostu i obornika; i właśnie węgiel drzewny jest ich kluczowym składnikiem ze względu na swoje zdumiewające właściwości. Produktem procesu zwanego pyrolizą, polegającego na wypaleniu lotnych związków zawartych w drewnie przy ograniczonym dostępie tlenu, jest bogata w zmineralizowany węgiel porowata struktura. Jeden gram węgla drzewnego ma łączną powierzchnię przekraczającą 800 metrów kwadratowych (dlatego węgiel aktywowany jest często stosowany jako filtr pochłaniający toksyczne związki). Dzięki temu węgiel drzewny czy, szerzej, biowęgiel produkowany z wszelkich surowców roślinnych, doskonale absorbuje i magazynuje wodę, a także związki organiczne, które są pożywieniem dla mikroorganizmów. Wiele badań pokazuje, że wzbogacenie gleby o biowęgiel owocuje znacznie liczniejszą i bardziej różnorodną florą bakteryjną. Jaki to ma związek ze zmianami klimatu? Biowęgiel to nic innego jak dwutlenek węgla pochłonięty z atmosfery przez rośliny, przekształcony w celulozę i inne węglowodany w procesie fotosyntezy i zakonserwowany w trwałej, chemicznie nieaktywnej postaci, dzięki czemu może on przechowywać węgiel nawet przez tysiąclecia. Ta metoda łagodzenia zmian klimatu jest zalecana przez naukowców takich jak James Hansen, klimatolog, który odegrał dużą rolę w nagłaśnianiu problemu globalnego ocieplenia czy James Lovelock, autor hipotezy Gai. Jest ona tańsza niż wychwytywanie dwutlenku węgla metodą przemysłową i przechowywanie pod ziemią w postaci gazu (carbon capture and storage), a jednocześnie rewolucjonizuje rolnictwo zapewniając lepszą retencję wody, ograniczenie wypłukiwania składników odżywczych przez deszcz oraz wyższe plony bez konieczności stosowania nawozów sztucznych.

Kiełkująca rewolucja

 

Odpowiedź na zmiany klimatu kryje się w ziemi. Wykorzystanie naturalnych procesów do pochłaniania dwutlenku węgla jest najprostszym i najtańszym środkiem, który może zapobiec  totalnej destabilizacji klimatu. To również droga do transformacji rolnictwa zdominowanego przez przemysłowe monokultury w produktywną symbiotyczną sieć, w której każdy gatunek, w tym gatunek ludzki, ma do odegrania swoją rolę. Jest to droga od paradygmatu nieograniczonej eksploatacji natury przez człowieka w kierunku wielostronnej współpracy różnych istot. Jaka jest rola ogrodników miejskich w tej globalnej zmianie? Większa niż mogłoby się wydawać. Ogrody społecznościowe pełnią ważną funkcję edukacyjną; są często jedynym miejscem, w którym mieszkańcy miast mogą nawiązać relację z ziemią, doświadczyć praktycznego wymiaru prawdziwie ekologicznej uprawy żywności i cieszyć się pięknem harmonijnego ekosystemu. Wiedza i doświadczenia zdobyte w kipiącym życiem ogrodzie są zarzewiem sprzeciwu wobec obecnego, skrajnie destrukcyjnego i rozrzutnego modelu rolnictwa. Świadomość istnienia alternatywy dla hegemonicznego modelu sprzyja zaangażowaniu w działania na poziomie podwórka, ogrodu, miasta, regionu, a także wspierania ewolucyjnych zmian w polityce państw i organizacji międzynarodowych. Podobnie jak ma to miejsce w naturalnych ekosystemach, procesy społeczne zachodzące na wszystkich tych poziomach wzmacniają się wzajemnie i będą miały olbrzymi wpływ na ostateczny rezultat. Od tempa i kierunku tej transformacji zależy dobrobyt żyjących obecnie i przyszłych pokoleń. Zmianę warto zacząć teraz, oddolnie, od ziemi uprawianej we własnym lub współdzielonym ogródku.

 

 

Michał Augustyn

Źródła:

Hausfather Z., Analysis: Global fossil-fuel emissions up 0.6% in 2019 due to China, dostęp 30.10.2020 (link: https://www.carbonbrief.org/analysis-global-fossil-fuel-emissions-up-zero-point-six-per-cent-in-2019-due-to-china)

Burlacot A. i in. (2020), Algal photosynthesis converts nitric oxide into nitrous oxide, PNAS, 117 (5) 2704-2709 (link: https://www.pnas.org/content/117/5/2704)

Demeneix B. A. (2020), How fossil fuel-derived pesticides and plastics harm health, biodiversity, and the climate, The Lancet Diabetes & Endrocrinology, 8 (6), 462-464 (link: https://www.thelancet.com/journals/landia/article/PIIS2213-8587(20)30116-9/fulltext)

Simon M., Concerns over glyphosate pass from human health to the soil, dostęp 6.11.2020 (link: https://www.politico.eu/article/glyphosate-concerns-pass-from-human-health-to-soil)

Coyle E.F. (2006), Understanding efficiency of human muscular movement exemplifies integrative and translational physiology, The Journal of Physiology, 571 (3), 501 (link: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1805800/)

De Decker K., Smets M., Could We Run Modern Society on Human Power Alone?, dostęp 30.10.2020 (link: https://www.lowtechmagazine.com/2017/05/could-we-run-modern-society-on-human-power-alone.html)

4 per 1000 Initiative – inicjatywa na rzecz zwiększenia ilości materii organicznej w glebie o 0,4% rocznie (link: https://www.4p1000.org/)

Meena B.L. i in. (2018), Legume Green Manuring: An Option for Soil Sustainability (link:  https://www.researchgate.net/publication/324839262_Legume_Green_Manuring_An_Option_for_Soil_Sustainability)

World Health Organisation (2006), WHO Guidelines for the Safe Use of Wastewater, Excreta and Greywater, Volume IV: Excreta and greywater use in agriculture (link: https://www.susana.org/en/knowledge-hub/resources-and-publications/library/details/1004)

Ashwanden Ch., Humanure part 1: Why should we give a crap?, dostęp 30.10.2020 (link: https://www.permaculturenews.org/2018/11/23/humanure-part-1-why-should-we-give-a-crap)

De Decker K., Recykling Zwierzęcego i Ludzkiego Łajna Kluczem Do Zrównoważonego Rolnictwa, (link: https://solar.lowtechmagazine.com/pl/2010/09/recycling-zwierzecego-i-ludzkiego-lajna-kluczem-do-zrownowazonego-rolnictwa.html)

Grunbaum M., Gee Whiz: Human Urine Is Shown to Be an Effective Agricultural Fertilizer, dostęp 30.10.2020 (link: https://www.scientificamerican.com/article/human-urine-is-an-effective-fertilizer)

Alfrey P., Biological Fertiliser – Human Urine, dostęp 30.10.2020, (link: https://www.permaculturenews.org/2016/06/14/biological-fertiliser-human-urine)