Ogród z doskoku, czyli uprawa part part-time

Niektórzy twierdzą, że wkład ogrodnika w to, co uprawia to najwyżej 10%. Za pozostałe 90 odpowiada natura. To ona tworzy plony bez udziału naszej pracy, jednocześnie udoskonalając nasz plan. W takim razie, co zrobić, by maksymalnie wykorzystać swoją część i jak zaplanować prowadzenie ogrodu, jeśli już teraz wiemy, że nie będziemy go mogli regularnie odwiedzać? Podczas warsztatów z Joanną Bojczewską, stworzyliśmy zaczyn uprawy part-time.

Podczas studiów w Londynie, Joanna pracowała w jednym z największych brytyjskich ogrodów społecznych. Co roku, kooperatywa ogrodnicza OrganicLea przyjmuje 11 tysięcy wolontariuszy, którzy w zamian za pomoc przy uprawie dostają wiedzę i ogrodnicze know-how. To doświadczenie pokazało Asi, że w prowadzeniu ogrodu najważniejszy jest system i dobry plan. Powodzenie w zbieraniu plonów latem zależy do dobrej strategii, na którą czas mamy jesienią i zimą.

 

Jak zamienić 10% w 100%?

 

Stworzenie własnej strategii zaczęliśmy od zmapowania rozwiązań zastosowanych w Motyce i Słońcu. Analizowaliśmy teren pod kątem trzech głównych czynników: energii, wody i biomasy. Najpierw wzięliśmy na warsztat wykorzystanie energii cieplnej. To, co zauważyliśmy na samym początku to ramy na agrowłókninę, która zatrzymuje ciepło w glebie w miesiącach chłodniejszych. Na terenie ogrodu została także zbudowana szklarnia z ceglaną ścianą, która absorbuje ciepło. Dobrym przykładem obiegu energii i materii jest recykling, o który dbają ogrodnicy z Motyki oraz korzystanie z materiałów łatwych w utylizacji. Tu przykładem może być ogrodzenie wykonane z pędów wierzby.

 

Woda to kolejny ważny element w ogrodzie. W Motyce działał kiedyś kropelkowy system podlewania. Ta metoda pozwala na zmniejszenie użycia wody i efektywniejsze jej wykorzystanie. W tym systemie wykorzystanie wody w przez rośliny wynosi około 90%, czyli prawie dwa razy tyle, co przy podlewaniu tradycyjnym. Do wykorzystania mamy naziemne i podziemne linie kroplujące, automatyczne konewki albo porowate węże, które wysączają wodę bezpośrednio na rabaty. Takie „pocące się” węże będą na pewno znajdą zastosowanie w naszym warzywniku, do które wpadamy raz na jakiś czas. Kolejny podpatrzony w Motyce patent to oczywiście zbiornik na deszczówkę. Magazynowanie wody deszczowej to jeden z punktów w dekalogu każdego ogrodnika miejskiego.

 

Kolejnym punktem, który musimy wziąć pod uwagę, nie tylko jako ogrodnicy part-time, jest biomasa i odpowiednie jej wykorzystanie w ogrodzie. Kompostowanie ma naprawdę miliony zalet, ale tą, którą na pewno docenią „niedzielni” ogrodnicy jest oszczędność czasu w pozyskiwaniu ziemi na uprawę. W Motyce rozwiązano to naprawdę sprytnie. Ustawiony w ogrodzie otwarty kompostownik jest zasilany z zewnątrz. Wśród materiałów pozyskiwanych do kompostowania, ogrodnicy z Jazdowa wymienili:

 

– skoszoną trawę od ogrodnika z Zieleni Miejskiej,

– fusy z pobliskiej kawiarni,

– łuski po ziarnach z lokalnej palarni kawy,

– obornik spod alpak z farmy w Pruszkowie,

– pokrzywy i mniszek rosnące na terenie parku otaczającego ogród,

– zrębki od Zieleni Miejskiej.

 

Żeby zaoszczędzić czas powinniśmy logicznie zaplanować odbiór materii, a część procesów z tym związanych – oddelegować. Jeśli na przykład odbieramy resztki kuchenne z przedszkola, zaprośmy dzieci do naszego ogrodu i zaangażujmy je we wspólne cięcie tektury, którą wymieszamy z odpadami bio, tak by zapewnić naszemu kompostownikowi odpowiednią proporcję węgla do azotu.

Mało czasu, dużo chęci i rozczochrana wiedza

 

Jednym z kluczowych zagadnień podczas zakładania ogrodu z doskoku jest wybór typu grządek i roślin, które będziemy na nich uprawiać. Grządki dopasowujemy do terenu, jakim dysponujemy, rodzaju gleby, którą będziemy uprawiać, a także naszych upodobań – dla wygodnickich oraz osób, które po prostu nie mogą się schylać, najlepsze będą uprawy w skrzyniach. Rozpowszechniona głównie na Wyspach Brytyjskich metoda, powoli staje się modna także u nas. Jeśli nasz ogród znajduje się na terenie pofabrycznym, a ziemia zalana jest betonem, skrzynki to dobre rozwiązanie dla nas. Dodatkowo do naszej uprawy nie dobiorą się dzieci ani nie zostanie obsikana przez okoliczne psy.

 

Dobrym rozwiązaniem w mieście są też ogrody w pojemnikach i uprawy wertykalne, ale znów – przy takiej uprawie pozbawiamy glebę kontaktu z roślinami, a nasza uprawa wymaga dużo nawożenia i podlewania.

 

Natomiast jeśli mamy możliwość, starajmy się uprawiać warzywa w ziemi, bo rośliny najlepiej leczą glebę. Najprostszym pomysłem jest uprawa na płasko w gruncie. Równe rzędy warzyw w odpowiednich odległościach nadają się jednak przede wszystkim do uprawy dużej ilości warzyw, stwarzają też zagrożenie przemoczenia gleby.

 

Jedną z form pośrednich jest uprawa na grządkach podniesionych, dzięki czemu rośliny mają ułatwiony start, nawet wczesną wiosną. Szybko nagrzewająca się grządka zapewnia im odpowiednie ciepło, zebrane pokłady wilgoci stwarzają optymalne warunki wodne, a lepsze dojście do powierzchni grządki wpływa na łatwość jej utrzymywania w czystości. Nawet późno wyrwane chwasty potrafią stłamsić kiełkujące rośliny, znacznie obniżyć ich rozwój i spowodować wybiegnięcie upraw. W wysokich grządkach ten proces jest utrudniony.

 

Grządki takie formuje się najczęściej, używając opasek o wysokości około 20-30 cm. Obrzeża grządki powinny być wykonane z materiałów nietoksycznych, trwałych i odpornych na wilgoć. Dobrze jest sytuować grządki na linii północ-południe, tak aby rośliny rosnące na podwyższeniu nie zacieniały się nawzajem. Maksymalna szerokość grządki powinna wynosić nie więcej niż metr, tak żeby z doskoku i w rozkroku móc ją łatwo wypielić i pielęgnować, bez konieczności deptania ziemi.   grządek i typy roślin, które są najłatwiejsze w uprawie.

 

Taka grządka może przybrać formę dziurki od klucza, która jest bardzo łatwo dostępna, a to z kolei zwiększa efektywność prac. Nie musimy dużo chodzić, możemy cały czas siedzieć z nosem przy ziemi.

 

Jednym z ciekawszych rozwiązań są grządki typu Hügelkultur. Grządka prowadzona w hufelkulturze jest uprawą na nieustannie rozkładającej się materii organicznej, której podstawą jest próchnica, wyjątkowo bogata w związki pokarmowe. Wygląda jak duży wał, do które stworzenia wykorzystuje się wilgotne kłody drewna. Do budowania wału można użyć również desek, plewów, trocin, darni, opadłych liści z drzew (z wyłączeniem dębów i orzechów, oraz igieł z iglaków), chwastów bez zawiązanych nasion oraz odpadów organicznych. Dla warzyw korzeniowych najlepsza będzie natomiast uprawa na redlinach, która uniemożliwia rozwidlanie się korzeni oraz ich zniekształcenia.

 

Do wyboru mamy też swayle i uprawy alejowe, ale te z kolei sprawdzają się raczej przy uprawach pozamiejskich, zintegrowanych z systemami leśnymi.

 

Ściółkowanie upraw to ważny temat dla wszystkich ogrodników, ale powinniśmy je rozważyć zwłaszcza wtedy, gdy nie możemy podlewać ogrodu regularnie. Warstwa ściółki zapobiega rozrostowi chwastów, utrzymuje stabilną temperaturę gleby – niższą latem i wyższą w miesiącach zimnych, pobudza aktywność organizmów żyjących w glebie, chroni ziemię przed skutkami ulewnych deszczy, a przede wszystkim – zatrzymując wodę w glebie, zwalnia nas z obowiązku częstego podlewania. Do ściółkowania możemy wykorzystać trociny, słomę, zrębki drewniane, igliwie, korę, a nawet szyszki, szczególnie lubiane przez owoce jagodowe.

 

 

Kolejny temat to typy roślin, jakie powinniśmy wybrać, gdy wiemy, że nie będziemy mogli pielęgnować ogrodu regularnie. Jeśli dopiero zaczynamy uprawę

warto docenić rzodkiewki i sałatę, które mają podobny cykl rozwojowy i wymagania. Mało kłopotliwym w uprawie warzywem jest też koper, którego nasiona można wysiewać wprost do gruntu sukcesywnie przez cały sezon.

 

Oprócz tych pionierów, warto postawić też na większe warzywa o nieco dłuższym okresie wegetacji, np. fasolę szparagową czy cukinię. Trzeba tylko pamiętać, że oba są wrażliwe na przymrozki, dlatego należy wysiewać je dopiero w połowie maja.

 

Rośliny szczególnie lubiane przez ogrodników part-time możemy podzielić na:

 

– szybkorosnące: rzodkiewka, sałata, kalarepa, szpinak

– plenne: burak liściowy, fasole, pomidory koktajlowe

– wieloletnie: topinambur, jarmuż

– samosiewne: mięta, rukola, truskawki

– łatwe w siewie, mające duże nasiona: fasola

– mało wymagające, łatwe w obsłudze: cukinia, dynia

– piękne: słonecznik, amarantus, ogórecznik, karczoch oraz rodzina cebulowych, których kwiaty są śliczne i dobre dla zapylaczy (szczypior, czosnek).

 

Prowadząc uprawę warto też przyjrzeć się chwastom, bo niektóre z nich mogą stać się naszymi sojusznikami. Zaprzyjaźnijmy się z wszelkimi roślinami o zastosowaniu:

 

– w zielarstwie: jasnota, krwawnik, podagrycznik

– w ogrodnictwie (jako nawóz, wywar lub oprysk): pokrzywa, wrotycz, nawłoć

– o działaniu dobroczynnym dla gleby (rośliny okrywowe): bluszczyk kurdybanek, koniczyna.

 

Rozmawiając o wyborze konkretnych gatunków poruszyliśmy także temat dobrego sąsiedztwa roślin, czyli allelopatii oraz płodozmianu. Zmianowanie roślin ma ogromne znaczenie, gdyż w ten sposób rośliny wykorzystują w każdym roku inne substancje potrzebne do rozwoju różnych organów. Tu do wyboru mamy dwa typy: płodozmian klasyczny i biodynamiczny. Ten ostatni uwzględnia wpływ faz Księżyca i cyklu Słońca na uprawy. Idealny płodozmian biodynamiczny wygląda tak:

 

 

  1. rok — warzywa, których częścią jadalną jest owoc;
  2. rok — rośliny, których częścią użytkową jest kwiat;
  3. rok — warzywa, których częścią jadalną są liście;
  4. rok — warzywa, których częścią jadalną są korzenie.

 

 

Płodozmian pomaga nam w odżywianiu i poprawianiu jakości gleby, co z kolei ma wpływ na jakość plonów. Innym czynnikiem, który ma tu znaczenie są nasiona, z których pozyskamy rośliny. Ważna jest ich jakość i etyczność. Najlepiej zamawiać je ze stron, które zajmują się zachowywaniem nasion starych, rodzimych odmian, a także dbają o to, by nasiona nie były zaprawiane chemicznie. Kupując nasiona, zwracajmy uwagę na ich datę przydatności i samo opakowanie. Niektóre kooperatywy nasienne umieszczają na paczkach numer telefonu, pod którym możemy uzyskać wszystkie informacje na temat danej rośliny. Warto wybierać nasiona rodzimych odmian i te, których uprawa od lata sprawdza się w naszym klimacie, a unikać roślin egzotycznych i kolekcjonerskich.

 

Te wszystkie działania, sposób nawadniania, odbiór biomasy i sposób magazynowania energii w ogrodzie musimy zaplanować zanim wystartujemy z uprawą w sezonie wiosennym. Jeśli zależy nam na zrobieniu dobrego planu na plon lub plonik, musimy pamiętać, że praca nad ogrodem zajmuje cały rok i to od miesięcy zimowych zależy nasze powodzenie latem. W styczniu i lutym zróbmy inspekcję w naszym magazynku. To czas reperowania i ostrzenia narzędzi oraz dokupowania nowych sprzętów. To także moment na podjęcie decyzji na temat systemu podlewania i jego skonstruowanie. Koniec zimy oznacza dla nas początek przygotowywania sadzonek, przygotowanie gleby oraz siew w inspektach.

 

 

Z kolei kwiecień i maj to czas wielkiego sadzenia z rozsady i wysiewu nasion do gruntu. Dodatkowo nawozimy wtedy glebę, przygotowujemy naturalne opryski i odchwaszczamy. Wiosną zwykle pracy jest tak dużo, że nie wiemy, w co włożyć ręce, ale plony z lipca i sierpnia zwykle wynagradzają ten trud. W szczycie lata nawozimy, dosypujemy kompostu i zbieramy, zbieramy, zbieramy, a ze zbiorów robimy przetwory. Jeśli nasz wkład w ogród to jedynie 10%, pod koniec lata 2% przeznaczmy na jedzenie, gotowanie i zamykanie warzyw i owoców w słoikach.

To działanie kolektywne, do którego warto zaprosić sąsiadów i społeczność lokalną. Wraz z końcem jesieni zbieramy nasiona i dołujemy warzywa. Grudzień jest miesiącem planowania i nauki, a w styczniu koło zaczyna się kręcić od początku. Miłego zataczania kół w ogrodzie!

 

 

Tekst powstał jako podsumowanie warsztatów Plan na plon zrealizowanych w ramach Latającej Szkoły Ogrodników Miejskich 2020 r.

Koordynacja cyklu, autorka podsumowania: Klaudia Kryńska